Raport NEPAL – Asia

08 lut Raport NEPAL – Asia

Wciąż jeszcze jestem myślami w Nepalu. Myśląc w jaki sposób podsumować mój 5-cio miesięczny pobyt przychodzą mi na myśl szczególne momenty z dziećmi, rozmowy, po prostu wspólnie spędzony czas. Moim największym pragnieniem przed wyjazdem do Nepalu było doświadczenie Boga w taki sposób aby nigdy więcej nie być zadowalaną z relacji jaką mam z Nim, ale walczyć o więcej i więcej. Po przez doświadczenia, niezapomniane chwile w Nepalu a także te trudne momenty w czasie choroby, z dala od przyjaciół, Bóg uczył mnie jak żyć w pełnym zaufaniu w Nim i rozkoszować się Jego dobrocią. Jednak gdybym musiała wymienić najważniejszą rzecz jaką Bóg

IMG_6153mnie nauczył to bez wahania powiedziałabym, że to miłość. Zaczynając od miłości do dzieci, bycie świadectwem i w praktyczny sposób okazywania miłości Bożej. Ale też kochania tych, którzy z ludzkiego punktu widzenia nie zasłużyli w żaden sposób na nią. Nie są wstanie i nie chcą tej miłości odwzajemnić. Jednak my patrzymy z Bożego punktu widzenia i dla Boga nie da się w żaden sposób zasłużyć na Jego miłość. On po prostu nas kocha! :)

Stojąc na lotnisku w Kathmandu na początku września po głowie chodziło mi tylko jedno pytanie: Boże co dalej? Moja decyzja wyjazdu była dość spontaniczna. Lecąc wciąż towarzyszyły mi wątpliwości, czy ja na prawdę dobrze robię jadąc do Nepalu. A co jeśli będzie to dla mnie wielkie rozczarowanie, kiedy nie odnajdę się w pracy jaka mnie czeka itp. Bardzo zależało mi na potwierdzeniu od Boga czy dobrze zrobiłam. Bóg odpowiedział mi bardzo szybko. Już w pierwszych dniach gdy przedstawiałam się poszczególnym ludziom, wypowiadając swoje imię jedna osoba powiedziała mi, że to imię ma znaczenie w języku nepalskim. I znaczy ono „nadzieja”, po czym dodał, że jestem nadzieją dla tego kraju. Nie mogłam spodziewać się większego potwierdzenia od Boga, czy jestem we właściwym miejscu.

Praca z dziećmi bardzo szybko mnie wciągnęła. Po krótkim czasie przebywania z nimi nie wyobrażałam sobie kolejnego dnia bez nich. Słysząc historię ich życia od moich współpracowników a także od nich samych, po głowie zaczęło mi chodzić jedno pytanie: Dlaczego? Dlaczego w Nepalu, w szczególności w Kathmandu roi się od sierocińców pełnych dzieci takie jak te. A jak wiele jeszcze nie ma żadnego dachu nad głową i żyją na ulicy. Dlaczego rodzice, krewni, opiekunowie tak szybko decydują się aby osierocić dziecko. Oczywiście pytając ich, powodów było mnóstwo: brak pieniędzy, chęć ponownego wyjścia za mąż i wiele innych przykrych powodów. Najsmutniejsze było dla mnie to, że problem sieroctwa nie dotyczył tylko hinduistów, buddystów bądź wyznawców innych religii. Był to częsty problem także u chrześcijan. Moje zderzenie się z obcą kulturą przemieniało się początkowo w irytację, niezrozumienie a w końcu w bez moc w mojej strony z towarzyszącym depresyjnym nastrojem. Jednak Bóg znalazł mnie w tym miejscu bardzo szybko. Zmienił moje całe postrzeganie tego problemu i włożył miłość także i do tych ludzi. Dał mi siłę do modlitwy i wstawiania się za nimi. Z drugiej strony wiedziałam, że są ludzie w Polsce, którzy się modlą o mnie. Zaczęłam doceniać i widzieć jaką moc ma modlitwa. I to, że dałam radę w trudnym czasie, to łaska Boża, moc modlitwy i nie jestem nawet wstanie dodać swojej zasługi w tym. Bóg użył dzieci by mnie zmienić, rozprawić się z moim charakterem, moim „ja”.  A tym samym stały się one dla mnie nie tylko ukochanymi dziećmi ale moimi prawdziwymi przyjaciółmi. Bardzo brakuje mi relacji z nimi, to kiedy opowiadały mi o swoim życiu, dzieliły się ze mną wszystkim tym co miały. Otrzymałam od nich czystą, bezinteresowną, prawdziwą miłość. Śmiało mogę powiedzieć za apostołem Pawłem, że bez miłości byłabym nikim!

Poznałam w Nepalu wielu ciekawych ludzi, którzy zafascynowali mnie swoimi historiami życia. Szczególnie tęsknie za moją znajomą Kariną. Pochodzi ona z Ameryki, jest w moim wieku i zdecydowała się przyjechać do Nepalu na stałe. Dla większości z was wydawałby się to szalony pomysł, szczególnie w tym wieku. Moje zaskoczenie było identyczne. Jednak słysząc powód jej powołania, uświadomiłam sobie, że Bóg już mi mówił coś na ten temat. Jej miłość do tych ludzi, do tego kraju a przede wszystkim do Boga, który powiedział jej, że ma to zrobić była silniejsza niż wszystko inne. Jest ona dla mnie wielkim świadectwem poddania się Bogu nie w jakieś części ale w całości. Bo Bóg oczekuje od nas całego naszego serca. On nie jest nawet zadowolony pierwszym miejscem w naszym życiu. Bo kiedy jest pierwsze miejsce to musi być też drugie i trzecie. On chce być wszystkim i chce mieć wszystko! :)

Kolejną rzeczą jaka przychodzi mi na myśl to moja postawa do ludzi biednych. W Nepalu miałam na co dzień do czynienia z ludźmi biednymi, skrajnie biednymi. Kiedy czytałam Biblie, głównie Przypowieści Salomona, Bóg zwracał moją uwagę na liczne wersety mówiące o Jego sercu do ludzi biednych. Nie chodzi mi tylko o praktyczną pomoc tym ludziom, co jest oczywiście bardzo ważne. Bóg uwrażliwił moje serce szczególnie do mojej postawy kiedy im pomagam. Nie jest trudne szanować ludzi, którzy są wstanie się nam w jakiś sposób odwdzięczyć. A więc tak samo proste powinno stać się dla nas szanowanie tych zapomnianych, odrzuconych, zagubionych. Przecież do takich ludzi Jezus przyszedł na ziemie, do tych którzy się źle mają.

Chciałabym podsumować moją pracę w Nepalu w jednym, bardzo praktycznym wersecie – Jak. 1;27

„Dla Boga prawdziwym i nienagannym chrześcijaństwem jest ten, kto troszczy się o sieroty i wdowy, wiernie trwa przy Panu i nie ulega złym wpływom tego świata.”

Cieszę się, że miałam okazję praktykować ten werset każdego dnia w Nepalu. Po powrocie często zadają mi pytania, czy wrócę. Oczywiście! Obiecałam moim przyjaciołom, ale też czuję, że to jest początek czegoś nowego, nieznanego. Bóg ma wielkie serce dla ludzi w Nepalu! I pamiętajcie, że lekko nie ma i lżej nie będzie!

Tags:
,