Raport po trzęsieniu ziemi od Yuriego z Neplu

slider001

31 lip Raport po trzęsieniu ziemi od Yuriego z Neplu

Wielu ludzi podjęło się próby zrelacjonowania skutków trzęsienia ziemi, które w ostatnich dniach dotknęło Nepal.  Niepozbawione emocji doniesienia pełne są danych statystycznych, opinii oraz raportów. Pomyślałem, że będzie w porządku jeśli będąc naocznym świadkiem i uczestnikiem tych wydarzeń, który wciąż zmaga się z ich następstwami, opiszę je dla was.

Trzęsienie ziemi zostawiło ślad na nas wszystkich. Nikt nie spodziewał się go ani nie był na nie przygotowany: ani ci, którzy ocaleli, ani ci których już wśród nas nie ma. Prawdziwymi szczęśliwcami byli Ci, którzy przebywali z dala od zabudowań, na polu, boisku, gdziekolwiek – byle daleko od budynków. Ci z nas, którzy pozostali wtedy w domach, kościołach, świątyniach, mając dach nad głową, nie mieli już tyle szczęścia. Największa ilość ofiar pogrzebana została pod gruzami budynków. W Katmandu znajdowała się wysoka  wieża będąca jedną z głównych atrakcji turystycznych.  Pochłonęła dwieście żyć już podczas pierwszych wstrząsów. Pytam, dlaczego w kraju, który znajduję się w strefie podwyższonego ryzyka trzęsieniem ziemi doszło do tak wielkiej tragedii? Przecież wszystkie zabudowania muszą spełniać kryteria uwzględniające ewentualne wstrząsy. Myślę, że znam odpowiedź, choć nie jest ona kompletna.  Niemniej jednak, chcę się nią z Wami podzielić.

Ostatnie duże trzęsienie ziemi miało miejsce w Nepalu około 80 lat temu, co pozwoliło ludziom zapomnieć o zagrożeniu i stracić czujność. To samo odrętwienie dotknęło inżynierów, projektantów oraz ekipy budowlane.

Zabytki Nepalu, gromadzące rzesze turystów zbudowane są co prawda z drewna, kamieni a nawet cegieł, ale głównym spoiwem jest nietrwała i nieodporna na wstrząsy glina. 70% terytorium Nepalu znajduję się na terenach górskich co skutecznie uniemożliwia doprowadzenie tam armatury. Ekipy budowlane składają się z amatorów, którzy nie potrafili znaleźć innej pracy.

Wysokiej jakości cement jest drogi, dlatego najlepiej sprzedaje się cement średniej klasy. Widziałem nowe domy w Katmandu, które zwyczajnie zawaliły się na sąsiadujące zabudowania. Leżą tak do dzisiaj, przypominając cicho swoim właścicielom o ich głupiej oszczędności.

Oto co wydarzyło się niedługo po największych wstrząsach:

Izrael rozszerzył pakiet pierwszej pomocy. Ten kraj rozumie najlepiej jaka jest cena ludzkiego życia. Potem zaczęli napływać ratownicy i prawdziwi profesjonaliści z całego świata.

Nieprzystosowanie techniczne lotniska w Katmandu. Jakiś czas temu samolot Tureckich Linii Lotniczych rozbił się o pas startowy i uszkodził podwozie. Lotnisko zostało wyłączone z ruchu na całe 5 dni. Problem był uwarunkowany brakiem odpowiedniego sprzętu służącego do usunięcia uszkodzonego  samolotu z pasa lotniska. Lotnisko w Katmandu nie jest  przystosowane do przyjmowania wielu lotów w tym samym czasie. Z tego powodu procedura obsługi lądowania i startu została zawieszona tuż po trzęsieniu. Wiele samolotów nie mogło wylądować. Samoloty cywilne, ratownicze, z pomocą humanitarną jak i wojskowe, oraz te, których zadaniem była ewakuacja dyplomatów krążyły nad miastem przez wiele godzin. Ich obecność powodowała niemały hałas będący źródłem zaniepokojenia mieszkańców Katmandu. Huk silników przypominał dźwięki wydobywające się spod ziemi przy pierwszym i jednocześnie najsilniejszym z wstrząsów.

Panika. Ludzie wpadli w panikę. Wstrząsy trwały nadal, choć nie były już tak silne. Psychicznie jednak trudno było do tego przywyknąć. Często słyszeliśmy krzyki i szloch naszych sąsiadów, nawet wtedy, gdy ziemia się jeszcze nie poruszała. W ten sposób uwiadamialiśmy sobie, że trzeba uciekać na zewnątrz. Mieszkaliśmy w sali gimnastycznej jednej ze szkół przez około tydzień. Podobnie zrobili inni mieszkańcy Katmandu. Niektóre rodziny postanowiły zamieszkać pod gołym niebem w pobliżu swoich domów. Niektórzy rozbili namioty.

Pewien chrześcijanin z Ternopola na Ukrainie, członek międzynarodowego zespołu ratowniczego przybył do Nepalu. Gościliśmy go w naszym domu. Powiedział, że brał udział w wielu akcjach ratowniczych na całym świecie, ale nigdzie nie widział takiego chaosu i braku profesjonalizmu. Nepal to rzeczywiście wielki kraj, ale efektywna logistyka nie jest jego atutem. Ratownik opowiedział nam o jednej z akcji na Filipinach. Zaraz na lotnisku czekały na nich autobusy umożliwiające dotarcie na miejsce katastrofy bez zbędnej zwłoki. Nepal ma własny kalendarz, teraz mamy rok 2072. Nepal posługuje się symbolami numerycznymi oraz nazwami miesięcy, które są różne od tych, jakie używa większość świata. Nepal jest jedynym krajem, w którym strefa czasowa posiada dodatkowe 15 minut różnicy. Nepal ma własny Nowy Rok, który obchodzimy w kwietniu. Wreszcie, Nepal ma własną opinię na temat tego co znaczy skuteczna operacja ratownicza. Ratownicy ugrzęźli w kolejce długości jednego kilometra tylko po to aby otrzymać wizę pozwalającą na przebywanie na terytorium Nepalu jedynie przez 15 dni! Nikt nie spotkał się z nimi. Nikt nie poprowadził ich, ani nie towarzyszył im w drodze do miejsc, gdzie ich pomoc była najbardziej potrzebna. Ratownicy organizowali punkty pomocy na własną rękę! Wcale nie jest łatwo być ratownikiem lub wolontariuszem w Katmandu! Konieczne jest uzyskanie specjalnej zgody od różnych organów państwowych na pracę w ruinach. Nasz chrześcijański brat odpowiedzialny był za logistykę zespołu ratowniczego. Wykonał rundę wizyt celem uzyskania niezbędnych dokumentów. To co ze sobą przywieźli do Nepalu, zaginęło. Odnalazło się potem, ale cenny czas został bezpowrotnie stracony. Ratownicy zmuszeni byli szukać transportu do obszarów dotkniętych kataklizmem. Nikt nie zagwarantował im przewozu. Właściciele terenówek i busów zrobili w tym krótkim czasie złoty interes. Zespół potrzebował również miejsca na pobyt. Nie chciałem „zostawić ich na lodzie”. Doświadczenia zespołów ratowniczych bardzo się od siebie różnią. Fakty pozostają jednak faktami. Znam jeszcze jedną prawdziwą historię. Zespół  złożony z profesjonalnych strażaków ze Stanów Zjednoczonych spędził 10 dni w Katmandu jedynie przesiadując w hotelu. Czasami inni ratownicy spotykali się w kawiarni. Zauważcie, że to nie są miejsca, gdzie powinni przebywać ratownicy w czasie tak wielkiej katastrofy! Ratownicy podzielili się swoimi opiniami na temat zaistniałej sytuacji. Powiedzieli, że nigdy więcej nie powrócą do Katmandu jeśli dotknie je jakikolwiek kataklizm. Nasz przyjaciel opuścił Katmandu wraz ze swoim zespołem o godzinie 5 rano miejscowego czasu. Powodem był prawomocny dekret ustanowiony przez rząd Nepalu. Według relacji jednego z usługujących Chrześcijan jego zespół pozostał w Nepalu dłużej niż inni ponieważ osobiście znał człowieka odpowiedzialnego za treść dekretu. Europejski zespół lekarzy nie okazał się pomocny i zwyczajnie odleciał. Tylko jeden lekarz z tego zespołu pozostał, to Nepalczyk mieszkający na stałe w Europie.

Nie potrafię jednoznacznie określić czy rozdzielenie międzynarodowej pomocy pomiędzy dotknięte klęską dzielnice Katmandu oraz górskie osady było uczciwe. Myślę, że jest to problem w wielu krajach trzeciego świata. Gdy trzęsienie się zakończyło zobaczyliśmy głównych aktorów spektaklu- stojące w centrum miasta, zdewastowane dzielnice turystyczne. Wszędzie widać znak „Dar od Chińskiej Republiki Ludowej”. Sprzedawca w sklepie powiedział mi dzisiaj, że nie otrzymał żadnej finansowej pomocy od rządu, gdy jego dom leżał w kompletnej ruinie. Jego rodzina od rządu dostała jedynie… Ryż. Nepalczycy są szczególnie wdzięczni tym z wolontariuszy, którzy ofiarowali osobistą pomoc i zaangażowanie w pracy w zrujnowanych wioskach. Był też jeden warunek dla chrześcijan w spustoszonych wioskach: pomoc miała być dostarczana przez kościół, ale przeznaczona także dla niewierzących.  Nadal niezbędne są ryż, mąka i cukier.

Teraz chciałbym się odnieść do opinii, pytań oraz stwierdzeń padających w kontekście przyszłego przebudzenia w Nepalu. Niektórzy chrześcijanie myślą, że śmierć tysięcy niewierzących stanowi silny impuls dla nadchodzących zmian. Gdy ziemia się trzęsie jest niezwykle trudno wykazać się odwagą, siłą i zachować zdrowy rozsądek. Ktoś uprze się aby wejść pod stół. Niestety wielu ludzi, którzy posłuchali tej rady zginęło pod gradem cegieł. Ktoś inny radzi aby stanąć we framudze drzwi. Myślę, że ma to więcej sensu. Widziałem wiele zawalonych domów, w których ościeżnice wciąż stały na swoim miejscu. Jeszcze ktoś sugeruje aby wybiec na zewnątrz. Zawsze chciałem tak zrobić. Ratownicy radzą jednak stanie w drzwiach. Wierzę, że Duch Święty i Jego Kościół przygotowuje przebudzenie dla Nepalczyków. Oni potrzebują Boga. Potrzebują Kościoła. To jest to w co wierzę.

Ziemia zadrżała po raz pierwszy o godzinie 11:55. Była sobota. Wszystkie kościoły w Nepalu mają nabożeństwa właśnie wtedy. Nie, nie dlatego, że są Adwentystami Dnia Siódmego, po prostu sobota jest jedynym wolnym od pracy dniem. Niedziela jest dniem roboczym. Przy okazji, np. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich dniem wolnym od pracy jest piątek, wtedy też organizowane są spotkania.  Pierwszy wstrząs zbiegł się w czasie z ostatnią modlitwą w Kościołach. Ludzie prosili o błogosławieństwo na nadchodzący tydzień, gdy ziemia zaczęła sią trząść i przemieszczać. Wielu wierzących pomyślało, że jest to manifestacja Ducha Świętego podobna do tej opisanej w Dziejach Apostolskich. Chrześcijanie gorliwie kontynuowali modlitwę. Nagle zrozumieli, że coś jest nie tak. Moja żona siedziała wtedy w kuchni jedząc mango. Natychmiast wybiegła z domu. Zanim zdążyła złąpać pierwszy oddech zrozumiała, że jest bezpieczna, ona i mango ukryte w jej dłoni. W tym momencie moja córka odwiedzała przyjaciół. Syn wszedł do sklepu kupić ziemniaki. Dwadzieścia minut jazdy samochodem od naszego domu znajdował się pewien Kościół, który wynajmował przestrzeń na trzecim piętrze. Niemal wszyscy nie żyją. Sto pięćdziesiąt pięć osób straciło życie. Ocalało tylko dwóch młodych braci i jedna siostra. Nie mam pojęcia w jaki sposób im się to udało. Siostra leży w szpitalu, ma połamane wszystkie kończyny. Jej pięcioletnia córeczka zginęła. Próbowaliśmy odszukać braci, ale zdążyli już wrócić do swoich wiosek. Kiedy próbowaliśmy zadawać pytania siostrze jej jedyną odpowiedzią były jęki. W jednej z dzielnic wszyscy, którzy przyszli na nabożeństwo zginęli. Około 45 osób. Informacje są potwierdzone. Nie mam wiedzy kto jeszcze zginął ani gdzie to miało miejsce. Z czasem, prawdopodobnie będziemy mieli jakieś statystyki.

Wracając do przebudzenia. Pozostanę pesymistą. Wierzę, że przebudzenie to mozolna praca wierzących wśród pogan. To specyficzny rodzaj pracy: modlitwy, ewangelizacja, post, dobre uczynki… Osiemdziesiąt sześć procent ludności Nepalu to wyznawcy hinduizmu, który miesza się z tybetańskim szamanizmem oraz buddyzmem. Trzęsienie ziemi nie może być główną przyczyną zmiany wiary na chrześcijańską. Paca, modlitwy, post, dobre uczynki oraz dystrybucja ryżu, to one wzbudzą przebudzenie.

Jak widzę przyszłość? Podejrzewam, że cement, który był bardzo drogi trafi w końcu na rynek jako towar ogólnodostępny. Ci, którzy sprzedawali jego tanią odmianę, wypadną z interesu. Konieczność zaopatrzenia w ryż i namioty zamieni się w potrzebę odbudowy domów i szkół. Według danych korporacji zajmującej się sprzedażą lekkich konstrukcji mieszkalnych w Nepalu zawaliło się pół miliona domów, dodatkowe dwieście tysięcy nie nadaje się do zasiedlenia. W rejonach górskich pod ziemie zapadły się całe wioski. Musimy opracować plany na przyszłość. Chcemy wziąć na siebie odpowiedzialność za ofiary trzęsienia. Chcemy korzystać z pomocy zespołów zagranicznych. Dostarczymy im rzetelnych informacji na temat realnych potrzeb. Nie spoczniemy na tym. Rozpoczęliśmy przygotowania do otwarcia trzeciego sierocińca. Dzieci, które w nim zamieszkają, które będą uczyć się służyć Bogu będą tymi, które straciły swoich najbliższych w trzęsieniu. Sporo dzieci zostało już zabranych do buddyjskich klasztorów w Nepalu i Tybecie. Jakiś czas temu nad Myanmar (dawniej Birma) przeszedł tajfun, który pozbawił życia sto tysięcy ludzi. Buddyjskie klasztory zareagowały natychmiast. Zabrały niemal wszystkie osierocone dzieci.

Zycie toczy się dalej. Musimy iść do przodu, choć ostatnie wydarzenia są wciąż żywe w naszej pamięci. Wszystko podlega kontroli Boga, który jest dobry. Wstrząsy są tu odczuwalne nadal. Ostatni miał miejsce siedem minut temu. Miał 4.3 punkta w skali Richtera.

Yuriy

Kathmandu, Nepal

10.06.2015