Historia o tym by po prostu kochać!

20 lut Historia o tym by po prostu kochać!

Chciałabym opowiedzieć wam pewną historię, która mnie poruszyła będąc w Nepalu. Właściwie historia ta łączy się z świadectwem osoby, która jest według serca Bożego. Wciąż mam wrażenie jak patrzę na zdjęcie tej osoby to jakby Bóg mówił do mnie nieustannie… nie poddawaj się, idź dalej. To co najlepsze jest cały czas przed tobą. W trudnych chwilach, kiedy jest czas prób i ciężkich decyzji, cały czas Bóg zwraca moją uwagę na tą osobę. Wierzę i modlę się aby i ta osoba była dla was wielkim świadectwem i zachętą! Historia ta będzie związana mocno z fragmentem z Mateusza 25;31-40. Fragment ten mówi o sądzie ostatecznym i co tak na prawdę zadecyduje, że znajdziesz się po tej właściwej stronie.

W Nepalu zaczęły się dni festiwalu. Oznaczało to tydzień wolnego dla dzieci od szkoły. Festiwale w Nepalu nie należą do rzadkości. Także i tym razem mieliśmy czas na zajęcia z dziećmi. Zauważyliśmy, że mają dość duże problemy z tabliczką mnożenia więc postanowiliśmy poświęcić cały tydzień na matematykę, nakładając nacisk na tabliczkę mnożenia. W mojej głowie istniały tylko liczby po odpytywaniu każdego z dzieci. Uwagę moją skupił chłopaczek z 3 klasy. Pomimo ciężkiej pracy i starań, by jednak wykuć tą tabliczkę na pamięć, szło mu to bardzo ciężko. Nie był on leniwy, wręcz chętny zawsze do nauki. Za każdym razem kiedy uczył się godzinami tego samego na różne sposoby, nie przynosiło mu to żadnych rezultatów. Zdecydowałam mu poświęcić większą uwagę. Siedzieliśmy nad zadaniami matematycznymi i tabliczką mnożenia codziennie o godzinę dłużej od pozostałych dzieci. Wakacje nam się przedłużyły do 3 tygodni z powodu strajku w stolicy. Tak też spędzając wspólnie czas na nauce poznawaliśmy siebie nawzajem.

Starając się dowiedzieć czegoś o nim, zadawałam mu pytania o jego dzieciństwie. Pochodził z odległej wioski położonej na zachód od Kathmandu. Ma aż 5 sióstr. Jego tata umarł. Jego mama żyje i mieszka w Kathmandu. Został rozdzielony z siostrami, które mieszkają w innych domach dziecka porozrzucanych po mieście. Niektóre z jego sióstr są już zamężne i mieszkają w jego rodzimej wiosce.  Nie znajdziecie smutku na jego twarzy. Jest on raczej dość skrytym chłopakiem. Poznając go, miałam wrażenie jak poszukuje bardzo cennego skarbu. Wracając do domu wciąż miałam myśli, czego więcej o nim mogę się dowiedzieć. Pewnego dnia, gdy byliśmy już dobrymi przyjaciółmi powiedział mi, że spodziewał się dziś zobaczyć mamę, która któryś raz z kolei nie przyszła. Był smutny, mówiąc mi o tym. Po raz pierwszy powiedział o czymś, z czym się zmaga. Zapytałam go, czy tęskni za mamą. Odpowiedział szybko z małym zdziwieniem…tak, a czy ty nie tęsknisz za swoją?

Tego dnia postanowiłam porozmawiać z nim i być otwartą na Boga, w jaki sposób ja mam okazać miłość Bożą temu 10-letniemu chłopcu, który tęskni za swoją mamą. Jak zawsze usiedliśmy na jego łóżku i zapytałam się, czy ja mogłabym być jego szóstą siostrą. Jego twarz rozjaśniła się i spytał czy mój brat, o którym mu wcześniej opowiadałam, mógłby być też jego bratem. :) Nastawiając się głównie, że Bóg wyleje przeze mnie swoją miłość, nie spodziewałam się jednego. Że to zadziała obustronnie!

Chłopiec o którym opowiadam ma na imię Prakash. Jest on moim młodszym bratem. Urzeka mnie w nim jego prosta, bezwarunkowa miłość do Boga i ludzi. Obserwując jak masuje sparaliżowany palec kolegi każdego wieczoru, zanosi 4-letniego, śpiącego Bijay-a do łóżka, sprząta po innych bez wyrzutów i samowolnie, miałam przekonanie, że podejmuje najwłaściwszą i czasami najtrudniejszą decyzje w życiu. Prakash decyduje się kochać!

P/S Prakasha tabliczka mnożenia jest teraz świetna!

Prakash